Mamy zimę pełną parą, samochody zwalniają, odśnieżarki prawie nie kursują, a ludzie chodzą po łydki w śniegu. Lubię to, bo w końcu taka pora roku (nie to że nie tęsknię za wakacjami i upalnym słoneczkiem).
Wczorajszy trening dał mi dzisiejsze zakwasy, ale dobrze, bo w końcu czuję że żyję! :)
Uczyć też się uczyłam , tyle o ile bo w końcu egzamin dopiero w poniedziałek, a dla takiego lenia jak ja, każda wymówka jest dobra i niestety skuteczna...
Dziś zapowiada się równie naukowo, ale na szczęście nie jest tego dużo. No i muszę skoczyć do Biedrnoki po truskawki bo wyjadłam i po... wiertła dla Taty..(!!!) bo w moim rodzinnym mieście się skończyły lub ich nawet nie było.
Dzisiejsze śniadanie: owsianka z manną na mleku, przyprawy, kiwi i pistacje ;]
A to wczorajsze 'danie' + smoothie (banan, truskawki mrożone, 1/2 jabłka i mleko)= wyszedł jak mrożony jogurt ;) a był tak sycący że smoothie podzieliłam na 2 porcje...
Have a nice day! <3